piątek, 10 czerwca 2016

Waga płci.

               Nigdy nie marzyłam o wspaniałych zaręczynach. Wzruszających, pięknych. Takich, o których się opowiada historyjkę po latach, rozczulając otoczenie i wzbudzając zazdrość. A takie miałam!
              Nigdy nie marzyłam o dużym, niesamowitym weselu. Z biała suknią, tłumem gości. Kwiatami, prezentami, olbrzymim tortem i przyśpiewkami. Zdarzyło się tak, że takie miałam.
              Nie byłam typową dziewczynką, zdecydowanie. Ale o jednym marzyłam, odkąd pamiętam: o córce. Właściwie nie marzyłam. Ja byłam zawsze zupełnie, spokojnie pewna, że córkę mieć będę. Nikt nie był w stanie tej pewności we mnie zachwiać. Tym bardziej, że w domu zawsze słyszałam - "Córka to córka, do rodziny zawsze wróci. Syna wychowuje się dla rodziny żony". Dodam, że mam dwóch braci. Obaj obłędnie kochani i żaden w rezultacie nie potwierdził tych słów :) A są już od dawna dorośli i sparowani. A jednak - córka to córka...

               W piwnicy mam pudło. W nim skarby zbierane dla córki. Skarby, które pamiętają mnie dzieckiem - moje lalki, liściki, kolorowe karteczki. Sukienka uszyta przez mamę na bal ósmoklasistów (taki był kiedyś, naprawdę :) ). Sukienka ze studniówki. I ta najważniejsza - przerobiona sukienka ślubna mojej mamy, założona przeze mnie na poprawiny własnego wesela. Biżuteria po babci. Pamiętniki... Wszystko dla niej, dla tej przyszłej.



Kiedy okazało się, że Trollowi dynda coś między nogami, byłam w 14 tygodniu ciąży. Szybko przestawiliśmy się na chłopca, szczęśliwi niebotycznie z powodu zbliżających się narodzin pierwszego dziecka. Będzie starszy brat. Dla przyszłej siostry, oczywiście. Tak myśleliśmy. Urodził się wspaniały i bardzo chłopięcy. Mój cudowny mały mężczyzna. Poznałam miłość matczyną, chociaż nie była ona ani łatwa, ani oczywista od pierwszego oddechu. Za to była i jest cudowna. Wszechobecna i obezwładniająca.



Troll rósł. W chłopięcym świecie. Rosłam i ja z nim - zafascynowana i uczestnicząca w tym chłopięcych cudownościach. Zawsze byłam trochę chłopczycą, pasował mi ten obcy świat, który mogę poznać od podszewki. Fascynowało to, że bez naszego wskazywania i popychania, w Młodym ujawniały się stereotypowo chłopięce cechy. Ukochanie autek (olewał zabawy misiami, lalkami, gotował czasem ze mną, ale bez szału), piłki nożnej, superbohaterów. Mój mały, doskonały mężczyzna. Najwspanialszy na świecie.



I nadszedł dla nas czas na kolejne dziecko. Początkowo, przerażona różnymi wydarzeniami, które spotkały nas po drodze do drugiego malucha, myślałam tylko - bądź, bądź, zostań ze mną, po prostu bądź! A później nieśmiało pojawiała się myśl - bądź... córeczką. Gdzieś poza mną, gdzieś, gdzie nikomu nie dawałam zajrzeć, co sama zaprzeczałam przed światem. Ale ta myśl była, głęboko we mnie, i wstydliwie nie wyglądała na światło dzienne. Podsycały ją rozmowy ze spotkanymi ludźmi. W warzywniaku: "To teraz czas na dziewczynkę!" W pracy: "Życzę ci córeczki!" Podczas spotkania ze starymi znajomymi: "Oby była córeczka tatusia". Długo czekaliśmy na słowa lekarza - "Drodzy państwo, to dziewczynka!" Wychodziłam z gabinetu jako triumfator. Nie mogłam odkleić uśmiechu z twarzy. Jeszcze dziś, kiedy o tym piszę, czuję ten wzbierający w piersi balonik ze szczęściem. Ona, ona, ona. Od maleńkości wymarzona. Córeczka, córunia, córcia. Moja! Kupowałam ubranka dziewczęce, sukieneczki, dodatki. Wszyscy uśmiechali się i gratulowali. Och, jacy byli uśmiechnięci i gratulujący! Och, jacy szczęśliwi!



A potem nastała cisza w eterze. Cisza śmieszna i upokarzająca, bo dotycząca tak mało ważnej rzeczy jak płeć. Nie zdrowie, nie wspaniały rozwój, ale płeć właśnie. Miesiąc przed porodem, kiedy maluszek się obrócił głową w dół, usłyszałam: "Wie pani, maluch wywinął nam psikusa. To jednak chłopiec - tu widać jajeczka". Cisza. To, co poczułam, zawstydzać mnie będzie do końca życia. Kiedy dzwoniłam do wszystkich i informowałam o pomyłce lekarza - w słuchawce za każdym razem zapadała cisza. Chwilowa, przykryta później, ale cisza. Ile razy słyszałam - "Oj, nie udało się?" "Szkoda, że nie dziewczynka" "Trzeba będzie jeszcze próbować". Każde współczucie, każde kiwanie głową z litością - było dla mnie jak kopniak w mój obolały od cichego, wstydliwego płaczu brzuch. Chłopiec. Drugi. I jaki wstyd, że mi tak źle. Chłopiec...
A lekarz powiedział, że to koniec, basta, to ostatnie i nie ma mowy o następnym. Nie wolno i już. Więc na tym się skończy, myślałam. Na tym będzie koniec z moimi marzeniami, moimi pudłami w piwnicy. Koniec.



I urodził się on. Do ostatniej chwili, kiedy pokazali mi najpierw aż sine jajeczka, a dopiero potem głowę, miałam nadzieję, że wszyscy lekarze świata się pomylili. I że to nie chłopiec. Ale nie - nie pomylili się. To był chłopiec. Tak wspaniały, że zachwyciłby gwiazdy same, tak śliczny, że zawstydziłby słońce. Najcudowniejszy, malutki, cały mój. Ufny. Tak grzeczny, tak spokojny, jakby bał się, że musi na moją miłość zasłużyć. A nie musiał - po prostu był. Jak z Trollem do miłości musieliśmy dojrzeć, tak z Niedźwiedziem nie było dojrzewania - był wybuch, spektakularny i tak głośny, że chyba słychać mnie było w całym kosmosie. On był idealny! Idealny!




Nie będę mogła porozmawiać z dzieckiem o Krainie Lodu (mimo że starszy już oglądał) - słucham o Lego Ninjago i wiem, kim jest Kai! Nie uszyję lalki szmacianki, bo moj dziecko biega z figurkami transformersów. Nie zbuduję domku dla lalek z zielonymi okiennicami. Doskonale znam się za to na parkingach i sterowanych samolotach. Nie dla mnie wystawy lalek porcelanowych - biegam z chłopakami na zjazdy starych aut i sprzętu wojskowego. Jestem w tym MISZCZEM!




Czy mi żal? Tak, czasem. Są małe chwile, kiedy słyszę znowu od obcych:  "Dwóch chłopców? Oj, nie udało się?" Albo widzę małą, śliczną dziewczynkę z zaplecionymi misternie włosami i wiem, ze ja takiego warkocza nie zrobię. Jest ułamek sekundy, kiedy wchodzę do sklepu dziecięcego i ciągle jeszcze odwracam wzrok od działu dziewczęcego. Czy się tego wstydzę? Nadal tak. Czuję, że nie powinnam tak myśleć i czuć. Wiem, że jest ogromna część osób, która mnie za to oceni, nie zrozumie... Czy czuję się gorsza, bo nie mam córeczki? Nie byłabym w stanie czuć się gorsza,kiedy przytulają się do mnie tacy wspaniali mężczyźni! I wszyscy trzej oni w domu kochają mnie najbardziej na świecie. Jestem niezwykle wyróżniona! Czy zamieniłabym któregoś z moich pięknych chłopców na piękną dziewczyneczkę, której mogłabym splatać włosy? Nigdy w życiu! A pudła w piwnicy? Może doczekają wnuczki :)




23 komentarze:

  1. Wzruszyłam sie....Piekny...dojrzały tekst zakochanej w swoich Synusiach mamusi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* Za zrozumienie i wsparcie :*

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, że słyszałam już o tym, wyruszyło mnie bardzo. Jesteś wspaniałą kobietą, wspaniałą mamą. I ostatnim, co powinno się w Twojej głowie rodzić, to wstyd, bo chciałaś córeczkę. Pewnie każdy ma takie wstydliwe myśli, których nie wypowie (a że dziecko mogło być ładniejsze, mądrzejsze, zdrowsze). Najważniejsze to pogodzić się z tym, co do nas przyszło :-) wiem, że z tym problemu nie miałaś, bo zakochałaś się w Niedźwiedziu od pierwszego wejrzenia :-) Twoi synowie będą stawiali Cię żonom za przykład i będziesz ich królową do końca życia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :* Ty wiesz, że za wszystko :*

      Usuń
  4. Piękny tekst. Wzruszylam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak coś wypływa z głębi serca, to to czuć. I wtedy wzrusza :) Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  5. Rzadko komentuje. Ja miałam na odwrot całe życie marzyłam o synku. Wychowana byłam wśród babeczek. Trzy starsze siostry.marzylam ba byłam pewna na 100 procent że będę mieć synów i to dwóch. Gdy pierwsza okazała się dziewczynka wstyd się przyznać ale się poplakalm.wiem ważne że zdrowa kocham nad życie i nieoddalab nikomu. Chciałam szybko drugie żeby nie było dużej różnicy wieku tym razem do sprawy podeszłym metodyczne. Zakupiłam testy do owulacji zmieniłam dietę i co i znów dziewczynka.do końca rozwiązywania wmawialam sobie ze to może pomyłka no bo jak w trakcie owulacji to chłopak. Pół ciąży byłam załamana. Nie dawałam tego nikomu poznać głupie uwagi a potrafią być nie samowicie przykre wyplakalam w poduszkę. Tylko mój mąż wie że strasznie chciałam syna innym wmawiać że córki to moje marzenie. Teraz wiem ze je kocham i są moje. Zdarza się że jest przykro gdy się słyszy uwagi typu syna to trzeba umieć zrobić czy uwagi do męża że jak chce syna to musi żonę wypożyczyć jak nie umie zrobić. Cieszę się że mam mądre i kochane córeczki które widać, że za sobą szaleją. Chociaż czasami przychodzi myśl że może spróbować jeszcze raz ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o sobie! U nas też były testy, dieta. I do końca ciąży nadzieja. Patrzyłam na brzuch i byłam zła na niego. Jednocześnie czułam potworny wstyd. Pakowałam te nakupowane sukienki i wyłam, jakby mi się krzywda najgorsza stała. I czułam do siebie wstręt, że wyję. Myślałam "też masz kobieto problem - dzieci zdrowe, nie wszyscy mają takie szczęście". Ale co z tego, skoro nad emocjami tak trudno zapanować. Nad marzeniem całego życia. Moi chłopcy są moim sensem istnienia. Zdrowi, mądrzy, piękni. Są moją absolutną miłością. Też słyszymy podobne teksty, tylko w drugą stronę. Też rozważamy różne opcje - ale wyłączając ciążę, bo ja nie mogę. Co będzie dalej - czas pokaże. Dziś wiem, że mam cudowne dzieci i nie oddam ich za nic. Dziękuję za podzielenie się swoją historią, to dla mnie ważne :*

      Usuń
    2. Cieszę się że nie jestem sama. W ciąży też miałam identyczne myśli. Ba jeden raz usłyszałam u lekarza że chyba jednak chłopak. To myślałam że z radości z krzesła spadne ale sprawdzil jeszcze raz i nie dziewczynka. Miałam niesamowite wyrzuty sumienia, że tak strasznie mi na płci zależy że przecież zdrowe itp. Itd. Czasami nie zawsze los daje co chcemy a może poprostu ktoś u góry stwierdził że córki lepiej wychować 😀. Obie kocham najmocniej na świecie są moimi najkochanszymi kruszynkami, a tatę całkowicie owinely wokół palca. Cieszę się że napisała Pani ten tekst mi ułożyło bo czasami już myślałam że może coś ze mną nie tak.

      Usuń
    3. Przeżywałam dokładnie to samo :) Myślę, ze nie tylko my. Szukałam w swoim czasie takich słów na innych blogach, ale chyba trudno się do tych uczuć przyznać, bo nigdzie nic nie znalazłam. więc stworzyłam sama ;) Proszę mocno ucałować wspaniałe córcie! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem Cię... bo też zawsze marzyłam o córce... co więcej Bóg mnie wysłuchał i mam dwie �� jak byłam w ciąży z pierwszą to najpierw marzyłam - niech będzie zdrowa. Jak usłyszałam że zdrowa to marzyłam niech ma kręcone włoski nic już nie chce tylko zdrowa dziewczynkę z kreciolkami na głowie. Moje marzenia się spełniły. Teraz gdy mają już 4 i 6 lat staram się każdego dnia pamiętać o tym że miałam szczęście i dbam o nie najlepiej jak się dam ☺ wzruszyła sie tak przy czytaniu ze łzy wciąż lecą. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz się nimi, na pewno są wspaniałe :) Tak jak moi synowie :) Przede wszystkim szczęściem jest dostać od losu to, o czym się marzy, a na co nie ma się wpływu. Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Rozważamy wiele opcji, ale dajemy sobie póki co czas na przemyślenia. Niedźwiedź jest jeszcze bardzo malutki :) Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Rzadko mnie wzruszają posty na blogach, ale Twój wpis bardzo. Prawdziwy i szczery. Ja również marzyłam o córce, po cichu, nie chciałam zapeszać i udało się. Mam parkę. Jednak tak naprawdę cieszę się, że po prostu mam dzieci, bo zawsze panicznie bałam się ciąży i porodu, wydawało mi się, że tego nie przeżyję. Serio. Dlatego jestem dumna, że jestem mamą i mam wspaniałe dzieci. Tak jak i Ty masz świetnych synów. :)

    Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten wpis :* Ja też się cieszę, że jestem mamą. Bo długa droga za mną i mogłam nią nie być :) A mam w domu całe szczęście świata :) Mimo że bez warkoczyków. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Nie mogę napisać, że się "wzruszyłam", bo się po prostu poryczałam. Piękny tekst. Twoi synowie mają cudowną mamę. Marzyła mi się parka, dziewczynka nie miała być pierwsza i tak jest, pierwszy jest chłopiec. Miałam cały czas mocne przekonanie, że dziewczynka będzie druga. On będzie starszy, będzie z tatą biegać na piłkę, z chłopakami grać na konsoli. My będziemy we dwie, będziemy gotować, malować, szyć. Nauczę się robić na drutach tylko po to, żeby ją nauczyć. Będę ją miała na zawsze, bo zawszę gdy dziewczyna potrzebuje rady to idzie do mamy, nawet gdy w jej domu mama to ona. No i R. się zaparł. Nie chce drugiego. Wystarczy jedno. Na siłę przecież nie można. Co mi pozostało? Może zmieni kiedyś zdanie. Chciałabym podejść do tego z Twoją dojrzałością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, ja też miałam takie marzenia! Zamiast tego latam za piłką, chodzę na lekcje gry na perkusji i ogarniam świat chłopców. A dojrzałość? Ja się jej uczę, oszukuję ją trochę, zapieram się! Minęło już 9 miesięcy od narodzin Niedźwiedzia, prawie 11 od wiadomości o pomyłce lekarza. A ja dopiero teraz zebrałam się, żeby to opisać. I uwierz - nie było to łatwe, nie byłam w stanie tego na głos przeczytać mężowi, bo zaczęłam wyć. Taka ta moja dojrzałość. Takie w środku uczucia. Ale wiem jedno - kocham, kocham, kocham tych moich, są najwspanialsi! A drugi był najlepszą decyzją w naszym życiu - teraz dopiero czuję, że puzzle naszej rodziny są w całości. Tobie też życzę, zeby w serduchu nie pozostało puste miejsce, które można zapełnić drugim maluchem. Może R. zmieni jeszcze zdanie :) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Hehe Pomidorko a ja się uśmiałam bo miałam bardzo bardzo podobnie do Ciebie. No bo miała być córka. Córa jak bum cyk cyk a tu w 13 tygodniu lekarz mówi, że na 90 % to chłopak. Kurcze ale byłam zawiedziona! Mąż szczęśliwy a jak nie mogłam w to uwierzyć. Nie będzie szycia sukienek z falbankami, nie będzie lalek i wstążek we włosach. I tak samo jak u Ciebie - nie było szału po porodzie, raczej depresja i wyrzuty "ja go chyba nie kocham"... A potem chyba hormony się unormowały i nastąpiła eksplozja miłości. Mój SYN! Piękny, wspaniały, doskonały i pierońsko trudny! Daje nam w kość, krnąbrny, uparty, płaczliwy ale to nasz największy skarby. Olewa misie - tylko auta, Strażak Sam i klocki. I wiecznie poobijane nogi i zdarte kolana. Teraz gdybym znowu była w ciąży to nie wyobrażam sobie córki. No po prostu nie widzę tego. Drugi chłopak owszem, powoli znajduję instrukcję obsługi tego osobnika to i z drugim dalibyśmy radę. Ale to tylko gdybanie bo boimy się, że drugi będzie takim samym harpaganem jak Stasiek więc odpuszczamy. Trochę szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troll też był bardzo, bardzo trudnym i wymagającym chłopcem. Do dziś tak jest - charakterek nastolatka od narodzin ;) I też trochę baliśmy się, co to będzie jak pojawi się drugi taki. Długo czekaliśmy. I pojawił się Niedźwiedź, który urodził się z zegarkiem w tyłku, wiecznie uśmiechnięty, prawie nie płaczący. Nie wierzyłam, że są takie dzieci. Minęło już dziewięć miesięcy, a jego charakter się nie zmienia. Z tego wynika jedno - każde dziecko jest inne :)
      Susi, dziękuję że zajrzałaś na moje stare śmieci :) Pozdrowienia serdeczne!

      Usuń
    2. Kurcze gdyby była pewność, że to drugie będzie przeciwnością pierwszego to już dawno byłabym w ciąży :D Ale jednak nie zawsze tak jest... stąd mam wieeeelkie opory przed drugą ciążą. A ja bardzo się cieszę, że wróciłaś :D świetnie piszesz, przyjemnie się Ciebie czyta!

      Usuń

Dziękuję bardzo za komentarz :)